brakoniecki_kazimierz_24082011_1_m[1]

Fugacités

 

1

La véritable substance du monde est la fugacité du monde

le brin d’herbe glissé entre les pouces qui servait de sifflet

est aujourd’hui un cube de planète tombé au plus profond de l’écho

le soleil qui transperçait les collines denses et le ciel

est aujourd’hui une boule de silence au milieu de la vitre ancestrale

paysage d’une enfance pétrifiée demi-cercle traité par une luge

sur un vieux lac gelé et toi nuage étincelant

aplati dans le ciel au-dessus du vallon où chantait le ruisseau

la main brisée sur le pont qui puise la vie dans le chaos des trains

le galop des charrettes et des vaches et les pas des enfants mouillés

et toi la maison qui se meut à tâtons dans les craquements du vent et de la neige

 

2

La véritable substance du monde est la fugacité du monde

le courant impétueux du Niemen à Kowno au pied de l’église Witold

les tombes des Prussiens remués par une main de petit garçon

les couverts allemands muets posé sur un  fichu polonais

un wagon pétrifié de froid rempli de déportés

envoyés quelque part vers Tcheliabinsk

et la chevelure rousse de ma mère collée par le froid aux planches épineuses

la prison à Frounze où sur son carré un petit corps rêve

les églises en  briques des Chevaliers Teutoniques

avec notre bannière rouge et blanche

les saints pouces de pierre rapportés de Podolie et de Volhynie

les maisonnettes de Varmie avec leurs hordes d’enfants

de chèvres et de champignons

les tombes et les jouets d’enfants en bois brûlent sur les bas-côtés

 

3

La véritable substance du monde est la fugacité du monde

les pierres tombales recrachées et cassées le long de la rue Zyndram

que j’arpentais chargé de livres en sortant de la bibliothèque

pour suivre les traces de Kopernic et de Noe dans les jardins ouvriers

mes plaintes incessantes sur les partages et les sujétions de la Pologne

et le visage sauvage de Jésus à Torun me priant de dire une parole

les processions autour de la cathédrale  d’Olsztyn pétales à l’Ascension

la silhouette raide du monde penche sur le livre qui est en cours

et le cadavre de la religion qui surgit de  la Chapelle de Jérusalem

lèvres bruyantes des heures érotiques yeux ouverts de la chair

souffle d’amour sur ton visage quand tu lâchais tes cheveux

miracle de la fleur des bois qui me provoque du regard

mouflons dans les montagnes qui recherchent leur trône pour l’hiver

forêt de Varmie mauvaise et suspicieuse dérangée par des guidons de vélos

perles de sang sur les lèvres d’un mot heureuse victoire de la mère

et son filet de guenilles dans la rue remplie de désespoir

visage impénétrable de l’épouse tournée vers la profondeur de la nuit

et son ventre qu’une lune humaine a embrassé par-dessous

conversations cordiales avec Koholet Gilgamesh Buddha et Paul

visions solitaires de Dieu qui triste a besoin de toi

mon désir infini de mort et de liberté

 

4

Le monde est le mépris entité qui transcende l’esprit

des tonnes de mort de gens et de civilisation assassinés victimes de l’holocauste         

caniveau de l’épiphanie de la crapule le nourrisson radieux porté au bras

le frisson du hêtre feuillu qui dévore ses vertes entrailles

colonne vertébrale de la métaphysique vue au matin de la mort à l’hôpital

la vieillesse à la fenêtre enneigée ouvre un rideau flottant sur l’éternité

 

Tu es dans chaque homme qui mourut sur cette planète

le brin d’herbe que tu glissais entre tes jeunes pouces

est à présent un cube de l’écho tombé dans le plus profond de la mémoire

la parole qui faisait renaître les gens et les pays sans vie

est à présent un cube de l’écho précipité dans le four de l’Histoire

la véritable substance des choses est la fugacité des choses

le monde commence par la fugacité du monde

 

Traduit du polonais par Frédérique Laurent

In « Kazimierz Brakoniecki, Poèmes du Nord »

Editions Folle Avoine, 1999

 

Du même auteur :

Dithyrambe / Dytyramb (07/01/2014)

Armor, Poèmes de l’Atlantique / Armor,  Wiersze atlantyckie (07/01/2016)

Souvenance (07/01/2017)

Vent de la mer (07/01/2018)

Varmie (07/01/2019)

 

Przemijanie

 1

Prawdziwą materią świata jest przemijanie świata

trawka którą wkładało się pomiędzy kciuki i gwizdało

jest teraz kostką planety upadłą w głąb dźwięku

słońce które przewiercało zwarte pagórki i nieba

jest teraz kopcem milczenia pośrodku wiekowej tarczy

okolico zamarłego dzieciństwa i zakreślonego łyżwą

na staromodnie zamarzłym jeziorze i ty błyskająca chmuro

rozpłaszczona nad jarem skąd bulgotał strumień

ręko poobtłukiwana mostu czerpiąca życie z tętentu

pociągów furmanek krów i stóp mokrych dzieci

i ty domu poruszający się po omacku w trzaskach wiatru i śniegu

 

2.

Prawdziwą materią świata jest przemijanie świata

burzliwy nurt Niemna w Kownie u stóp kościoła Witolda

rozgrzebywane przez chłopca kurhany Prusów oniemiałe

 niemieckie sztućce układane na kurpiowskiej chuście

zamrożony wagon deportowanych gdzieś koło Czelabińska

i rude włosy matki przymarzające do cierniowych desek

więzienie we Frunze w którym na pryczy marzy drzazga ciała

ceglane krzyżackie kościoły z biało – czerwonym proporcem

święte kciuki kamieni przywiezione z Podlasia i Wołynia

warmińskie domki z czeredami dzieci kóz i grzybów

dopalające się na poboczach groby i drewniane zabawki

 

3.

Prawdziwą materią świata jest przemijanie świata

oplute i rozbite żydowskie nagrobki przy ulicy Zyndrama

obok których przebiegałem z książkami z biblioteki

w poszukiwaniu śladów Kopernika i Noego na działkach

moje nieustające płacze nad rozbiorami i niewolą Polski

i dzika twarz Jezusa w Toruniu modląca się do mnie o słowo

procesje wokół olsztyńskiej katedry płatki wniebowstąpienia

pochylona twarda sylwetka świata nad warsztatem książki

i zwłoki religii wychylające się z Jerozolimskiej Kaplicy

głośne usta erotycznych godzin otwarte oczy ciała

powiew miłości na twarzy kiedy rozpięłaś włosy

dziwność leśnego kwiatu zaczepnie mnie oglądającego

kozioł w górach na ścieżce poszukujący zimowego tronu

warmiński las zły i wzgardliwy zaczepiony kierownicą roweru

blaszka krwi na wardze słowa pogodne zwycięstwo matki

i jej trucht z siatkami po ulicy zasypanej rozpaczą

żony niezrozumiała twarz obracająca się w głąb nocy

i jej brzuch który od spodu całował ludzki księżyc

rozmowy serdeczne z Koheletem Gilgameszem Buddą i Pawłem

samotne wizje Boga który ciebie smutne potrzebuje

moje nieustające pragnienie śmierci i wolności

 

4

Świat jest jednością przekraczającą pogardę umysłu

tony umarłych zamordowanych spalonych ludzi i cywilizacji

strużka epifanii łajdaka niemowlęcy promień na rękach

szelest liści na buku pożerającym swoje zielone wnętrzności

kręgosłup metafizyki oglądany rano przez szpitalną śmierć

starość w zaśnieżonym oknie uchylająca firankę wieczności

Jesteś każdym człowiekiem jakikolwiek umarł na tej planecie

trawka którą wkładałeś pomiędzy młode kciuki

jest teraz kostką dźwięku spadłą w głąb pamięci

słowo które podnosiło nieżywych ludzi i narody

jest teraz kostką dźwięku spadłą w piec historii

prawdziwą materią rzeczy jest przemijanie rzeczy

świat zaczyna się przemijaniem świata Niezniszczal

Poème précédent en polonais :

Wisława Szymborska :Une voix dans la discussion sur la pornographie / Głos w sprawie pornografii (14/06/2014)